Rytm życia – wakacyjne refleksje

Joanna napięta do granic możliwości ma ogromną potrzebę sterowania wszystkim dookoła –  medytacyjne  ćwiczenie, którym usypiam nawet studentów, tylko ją rozdrażnia. Ona musi szybko, dużo, konkretnie – dużo słów, dużo myśli, dużo pytań („no, zadawaj mi już te pytania!”) – sukcesy, efekty, działania, tylko to się liczy. Będzie zdyscyplinowana na maksa, a swój poziom kontroli (na każdym polu – ciało, duch, emocje, intelekt) ocenia na ponad 90%. Niestety czasem coś się wymyka i to jest przerażające. Ale efekty osiąga. Tylko, co ją do mnie przygnało? … Czemu nie jest w stanie posiedzieć chwilę w ciszy? …
„Jak to się dzieje, że moja wątroba pracuje w szaleńczym tempie?” – dziwi się.


Tomek chce wystąpienia publiczne opanować już – to kolejna niezbędna umiejętność. Powiedz mi, daj receptę – byle szybko, bo mało czasu.
Bo z drugiej strony prestiżowa praca, obowiązki, wyzwania, rodzina.
Więc natychmiast. Jedno spotkanie, no może drugie, trzecie i szybki efekt – tak musi być, „inaczej jestem niepełnowartościowy”.

Monika była już na kilkudziesięciu spotkaniach rozwojowych, ale wciąż szuka, więc jeszcze pojedzie na jeszcze kilka. Bo może dodatkowe spotkanie to będzie właśnie to inspirujące … ?
 

Artur wciąż się spieszy, non stop on – line, non stop maile od pracowników, kontrahentów, no i ciągłe telefony. Kiedyś zatrzymała go policja za to, że prowadząc samochód rozmawiał przez komórkę, ale najpierw szybko dokończył reprymendę dawaną pracownikowi, a dopiero potem zwrócił uwagę na zdenerwowanego, stojącego obok policjanta.

Basia dzwoni do mnie z samochodu – jej policja nie zatrzyma – ma zestaw głośnomówiący, przecież tylko w samochodzie ma czas, żeby pozałatwiać prywatne telefony. Ze mną umówiła się, między 7.30 a 7.50 rano. Potem ma jeszcze zadzwonić do dwóch osób. Wymieniamy zdania w szaleńczym tempie – zaraz praca, za tydzień ekstra luksusowe wczasy za granicą… tylko szybko się trzeba spakować, szybko zwiedzać, szybko odpoczywać… 


Znacie? A może utożsamiacie się z którymś z bohaterów?…No cóż, niech ten, kto bez winy rzuci kamień. Tyrania nadmiernej dyscypliny, szaleńczy pośpiech i głód osiągnięć dotyczą też oczywiście mnie – n-te studia, zaliczone na szybko książki, kursy i szkolenia, działanie na każdym polu i w na maksymalnych obrotach … Istny obłęd.

Ktoś kiedyś powiedział, że nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, tylko o to, żeby go gonić. Zasadę potwierdza neurobiologia – gdy oczekujemy na spełnienie swoich pragnień układ limbiczny w mózgu uruchamia tzw. system nagrody. W efekcie wtedy właśnie (oczekując na nagrodę, a nie w momencie spełnienia) jesteśmy najbardziej podekscytowani, aktywni i mamy najwięcej energii.
Osiągniecie celu powoduje, że szybko opadają nam pozytywne emocje i ubywa siły do działania.
Wiec może napięcie, nadmierna kontrola, nadaktywność, perfekcjonizm, pośpiech to w jakimś sensie wyznacznik ludzkiego postępu?…

Często bywa też tak, że w danym momencie przerasta Cię tempo i przytłacza chaos, a za moment  dziwisz się, jaką drogę udało Ci się pokonać, jak połączyły się Twoje „kropki” (wspominając słynne wystawienie S.Jobsa na Uniwersytecie w Stanford) i masz wrażenie, że dzięki Tobie bogatszy jest świat.
Bo przecież wszystkie osoby, o których pisałam, osiągają bardzo wiele.
I to jest fakt. A to, że są też bardzo zmęczone, bo funkcjonują na skraju wytrzymałości, to kolejny fakt.
No i oczywiście często słyszą – „zabijesz się, odpocznij, zwolnij, oddychaj, medytuj, bądź tu i teraz”.
I co z tego wynika?… Nic.
A właściwie gorzej niż nic, bo niektórzy pełni wyrzutów sumienia, że nie oddają się medytacji, mindfulness, że za mało się ruszają, do przepełnionego dnia, dodają punkt pt. joga/ siłownia/ bieganie (wpisz dowolne) i w ogromnym stresie, angażują się w kolejną aktywność, która zabija wyrzuty sumienia, że nic nie robią dla siebie. No bo przecież „chodzę na jogę”, tyle, że taka joga, to raczej zaprzeczenie filozofii jogi.
 …

Co ciekawe, zwykle twierdzimy, że wiemy, kiedy nam dobrze, a kiedy nie. Że decydujemy o tym, kiedy „pojechać na autopilocie”, a kiedy się zatrzymać.
Wszystko do czasu, aż nadchodzi traki moment, w  którym gubimy umiejętność „naciśnięcia hamulca”?

Bo jeśli przez jakiś czas trzymasz nogę na gazie, to w końcu nie zauważasz tempa i rozpędzasz się coraz bardziej. Coraz więcej aktywności, pracy, treningów, luksusowych sprzętów, stanowisk, imprez, wyjazdów… Można tak w nieskończoność.

A gdzie wnioski? Rady? Przykazania? 
Złotych myśli i cudownych rad tym razem nie będzie.
Słyszałeś je już przecież tysiące razy. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *