Opowiedz historię -pułapki storytellingu

Prowadząc grupę, która szlifowała swoje umiejętności występowania przed mniejszą i większą widownią, przeglądałam różne strony tzw. guru i konfrontowałam ich rady z własnymi doświadczeniami.
Pewnie każdy z trenerów stara się śledzić, co robi konkurencja, tylko nie każdy o tym głośno mówi. Ja powiem, a właściwie napiszę, bo śledziłam, aż mi „zazgrzytało”… A jak „zazgrzytało”, to potrzebuję postawić duży znak ostrzegawczy z napisem – UWAGA!!!
Ta uwaga dotyczy hasła storytelling, które podobnie, jak coaching robi w Polsce coraz większą karierę.

Dla tych, którzy zastanawiają się, co znaczy to pojęcie, parę słów wyjaśnienia. Dawno, dawno temu było opowiadanie baśni, albo historii – teraz zamiennie mamy mądre słowo – storytelling. Metodę używamy celowo i umiejętnie, bo opowieść to skuteczne narzędzie wywierania wpływu. Wykorzystując odpowiednio skomponowane historie sterujemy ludzką uwagą, podsycamy ciekawość, budujemy emocje, pobudzamy empatię i tworzymy z naszymi odbiorcami płaszczyznę porozumienia. Opowieści zachęcają do słuchania (z poziomu „chcę usłyszeć”, a nie z poziomu „zaraz powiem, co o tym sądzę”). Opowieści uaktywniają emocje i …sprzedają!!!
Mądrze użyta historia to sposób, który doskonale wspiera wychowywanie dzieci, w tym celu używałam go pewnie nie tylko ja, prawda? 😉

To też metoda sprawdzająca się w biznesie.
Na swojej osobistej historii – historii matki, która pomaga synowi doskonale zdać egzamin gimnazjalny i dostać się do najlepszej w mieście szkoły średniej, matki która nade wszystko chce zadbać o przyszłość dziecka, zbudowałam firmę edukacyjną, którą prowadziłam z powodzeniem 13 lat.

Moja historia działała na wyobraźnię innych matek (klientek), ale też nauczycieli, którzy „kupili” temat, czyli zrozumieli i przyswoili misję firmy, bez tłumaczenia, wypisywania jej wielkimi literami na ścianie, powtarzania na każdym zebraniu. I tak właśnie często jest.
Honda też ma swoją sztandarową historię o Soihiro Hondzie, który wracając z podróży i marząc o założeniu firmy motoryzacyjnej zakupił dwie walizki części samochodowych. Na lotnisku okazało się, że może przewieźć razem tylko dwie walizki bagażu, a on miał przecież jeszcze trzecią, w której trzymał osobiste rzeczy. Nie trzeba pisać, którą walizkę zostawił an lotnisku… Ta historia do dziś obrazuje pasję Hondy i skutecznie działa na wyobraźnię klientów i pracowników korporacji.

Ludzie chcą używać historii, chcą wiedzieć, jakie triki i jakie zasady pozwalają snuć wciągające opowiadania, chcą konkretnych przepisów na skuteczny storytelling. Znajdują się więc eksperci, którzy najlepsze opowieści odnajdują, badają ich konstrukcję, spisują zasady tworzenia, a potem ich uczą. Przy okazji na tym zarabiają.
I właśnie rady takich specjalistów, skądinąd mądrych ludzi czytałam, gdy „zazgrzytało”.
Mówiąc konkretnie – bardzo zaniepokoiła mnie z uporem i przez wiele osób powtarzana sugestia, żeby konstruując wciągającą historię, odwoływać się do swoich własnych porażek, opowiadać o tym, co nam nie wyszło, o tym co trudne, bo to szczególnie lubią słuchacze. Bo autentyczna porażka, do której ktoś się głośno przyznaje, angażuje odbiorcę i budzi duże emocje.


Tak więc często eksperci od storytellingu namawiają menedżerów, żeby odkryli swoją ludzką stronę i opowiadali pracownikom o własnych niepowodzeniach. Zachęcają mówców, żeby swoje wystąpienia uatrakcyjniali relacjami z trudnych życiowych przejść. Nawet jeśli ludzie nie są do tego przekonani, to i tak często namawia ich się, żeby pokonali swój opór i wydobyli na światło dzienne trudne chwile.

I właśnie w tym momencie zapala mi się „czerwone światło”, dość!
Bo może warto przyjrzeć się jednak swoim odczuciom? …
I jeśli nie pasuje Ci opowiadanie o własnej porażce, to odpuść opinie tzw. mistrzów i posłuchaj siebie!
Może, jeśli nie jesteś gotowy/gotowa na to, żeby opowiedzieć innym swoją historię, to coś w tym jest ?…
Więc pod żadnym pozorem nie zmuszaj się do snucia trudnych dla Ciebie opowieści!!!

Jest złota zasada wystąpień publicznych, która głosi – jeśli nie jesteś pewien, czy coś powiedzieć – nie mów tego! Tym bardziej nie mów, o niepowodzeniach.

Przemyśl lepiej spokojnie temat, zastanów się czemu nie jesteś gotów/gotowa, na opowieść o pewnym kawałku swojego życia?
Skalkuluj straty i zyski – co się takiego może wydarzyć (co dobrego, a co niekoniecznie dobrego), jeśli opowiesz o swojej porażce?
Pomyśl, co to przyniesie innym, a co Tobie?
Na czym Ci zależy?

Może warto samemu zmierzyć się z tematem?
Jeśli temat zamknąłeś/aś, jeśli porażka minęła i Cię zbudowała, to pewnie nie będziesz mieć oporu, żeby o niej mówić.
Gorzej, jeśli jeszcze wciąż ją odczuwasz, jeśli siedzi głęboko, jak drzazga. Wtedy miej dla siebie trochę empatii i nie narażaj się na zbyt trudne emocje. Zresztą, jeśli będziesz opowiadać o tzw. nieprzepracowanym problemie, to ludzie gdzieś podskórnie odczują, że temat jest jeszcze aktualny – twoja intuicja właśnie to Ci podpowiada.
Słuchaj intuicji!

Reasumując (z mojego punktu widzenia), storytelling to ciekawa metoda, sprawdzająca się w wielu sytuacjach. Na pewno warto docenić jej siłę i stosować, byle umiejętnie.
Na pewno warto wiedzieć, co radzą autorytety, ale nie można poddawać się ślepo tym radom, bo nikt nie ma jednej uniwersalnej recepty dla wszystkich.

Warto też pamiętać, że storytelling, to tylko jedna z wielu metod komunikowania się, że budowanie relacji nie polega tylko na opowiadaniu historii …
No i że nie trzeba ulegać ślepo modzie, że piękne i mocne opowieści dobrze oszczędnie dawkować, a wtedy będą miały naprawdę dużą siłę oddziaływania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *