Lider z duszą Zarządzanie

Misja bajka

Pamiętam, prowadziliśmy trudne rozmowy w grupie menedżerskiej, powiedziałam wtedy do mojego zespołu: „Pamiętajcie, że zaufanie wchodzi po schodach, a zjeżdża windą”. Cisnę zespół, mam świadomość, że dużo wymagam, ale to jest Europejskie Centrum Bajki, odpowiadamy przed dziećmi, więc kadra musi być mocna.

 

 

Jej Uśmiechniętość  Karolina Kępczyk
Dyrektor Europejskiego Centrum Bajki w Pacanowie 

Bajkowe wyzwanie

 

Dorota Nawrotek – Jak Pani trafiła do Centrum Bajki w Pacanowie?

Karolina Kępczyk – Dziewięć lat temu, jako dziennikarka, relacjonowałam otwarcie Europejskiego Centrum Bajki, którego pomysłodawcą i inicjatorem był minister kultury Waldemar Dąbrowski. Idea bardzo mi się spodobała, a ponieważ miałam doświadczenia związane ze współtworzeniem teatru i prowadzeniem instytucji kulturalnej, zgłosiłam się do konkursu na stanowisko dyrektora. Po trzech miesiącach kierowałam Centrum.

 – Stanęło przed Panią potężne wyzwanie – Pacanów to przecież mała miejscowość, w której bardzo niewiele się działo.

– Faktycznie, miejscowość, która była pod zaborem rosyjskim, to czarna dziura kulturowa o niewielkim poczuciu autonomii i ograniczonym dostępie do edukacji. I w takim miejscu wylądował nagle „kosmiczny” obiekt za 30 milionów złotych, nazwany Europejskim Centrum Bajki.
Na początku miejscowi nie mieli odwagi z niego korzystać. Ruszyli turyści. Teraz jest inaczej- wtopiliśmy się w społeczność, współpracujemy ze szkołami, z organizacjami pozarządowymi. Działam w kole gospodyń wiejskich, jestem sekretarzem straży pożarnej. Dzieci i dorośli przychodzą regularnie na zajęcia, bo pełnimy także rolę miejscowego centrum kultury. Mamy doskonałych animatorów, prowadzimy teatr lalkowy, stosujemy storytelling.

– Głównym Państwa odbiorcą są dzieci. Jak się pracuje z dziećmi?

– Dzieci mają w sobie bardzo wiele naturalnej mądrości, szczerości. Dzieciom trzeba zaufać. My dorośli często myślimy stereotypami – coś wypada, nie wypada. Dzieci są otwarte, bezkompromisowe, gdy im się nie podoba, to mówią, że się nie podoba, a jak się podoba, to dają całe serce i wtedy słyszymy: „ Mamo, ja naprawdę byłem u Koziołka Matołka”, „Mamo, ja rozmawiałam z Królewną Śnieżką”. Względem dzieci mamy szczególne obowiązki – tworzymy więc animacje, które prezentują wartości baśni, legend polskich i europejskich. To jest nasza misja – nauka przez zabawę w systemie podprogowym.
Centrum Bajki to nie jest szkoła, to nie jest też pusta plastikowa rozrywka – to miejsce dla dzieci, stworzone razem z dziećmi. Powołałam dziecięcą radę programową, radzę się dzieci zarówno kwestiach merytorycznych, jak i inwestycyjnych – dzieciaki podpowiadają bardzo dużo prostych, dobrych rozwiązań, bo my, dorośli, zapominamy często o rzeczach prostych.

 – W tym momencie Pacanów odwiedza aż dwieście tysięcy osób rocznie. Jaka jest recepta na sukces instytucji kulturalnej?

– Najważniejsza jest strategia – mapa, do której sięgam raz na kwartał i analizuję: „To zrobiliśmy, a z tego może zrezygnujemy” , „Na to nie starczyło pieniędzy, a to odsuwam na dalszy plan”. Strategia jest absolutnie podstawowym dokumentem i powinna być wypracowana w miejscu, w którym będzie realizowana.

Błędem jest, bezrefleksyjne zlecanie strategii wyłącznie zewnętrznym firmom. Ja radzę się ekspertów, bo wychodzę z założenia, że z zewnątrz więcej widać, ale do prac nad strategią wciągam mój zespół.

Zespół, to kolejny kluczowy element sprawnej instytucji. Nasze struktury porównuję do organizmu – dział programowy jest mózgiem, rezerwacja i animatorzy – sercem, administracja to układ krążenia. I wszystko ma ze sobą współgrać. Dobry, zintegrowany, zaangażowany zespół pracuje na wizerunek Centrum, ja na wizerunek w skali regionu i kraju. Jesteśmy zauważalni, pisze się o nas na świecie – ostatnio holenderska prasa informowała, że w Polsce, w Pacanowie budują Park Bajki – dla nich to narodowa sprawa. Często jestem też zapraszana na fora polskie czy europejskie.

– Europejskie Centrum Bajki to zobowiązująca nazwa. Skąd przymiotnik europejskie?

– Nazwę ustalali Waldemar Dąbrowski, Agnieszka Odorowicz i Monika Smoleń, gdy myśleli o pozyskaniu środków europejskich na rozwój instytucji, więc została stworzona podczas powoływania instytucji, co nie zmienia faktu, że była pierwszą w Polsce europejską instytucją kultury, popularyzująca literaturę dla dzieci z całej Europy. To ogromna zasługa ministra Dąbrowskiego, którego bardzo szanuję. Jest moim mentorem. Jego celem było pokazanie, że z tak małego ośrodka, jak Pacanów, mogą promieniować na kraj i całą Europę najpiękniejsze wartości wywodzące się z literatury.

– „Koziołek Matołek” był bajką mojego dzieciństwa, sporo lat już liczy, a wciąż jest czytany.

– Tak, to prakomiks. Komiks teraz święci tryumfy – w Stanach i w Europie, to absolutny top, ale Polska też pozostaje w tym trendzie.
W styczniu, w Centrum Bajki, organizujemy Dziecięce Spotkania z Komiksem – opowiadamy o przygodach Koziołka Matołka i rysujemy komiksy. Wkrótce ECB będzie partnerem merytorycznym Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi. Niedawno wróciłam z Łeby,
gdzie byliśmy partnerem Festiwalu Gier i Komiksów i oczywiście spotykaliśmy tam turystów, którzy znają i odwiedzają Pacanów. Dla tych graczy zafiksowanych na playstation Koziołek Matołek to jest coś.

– Mówi Pani o tym wszystkim, z błyskiem w oczach, z pasją.

– Pacanów to niezwykła miejsce – wchodząc do pracy, przechodzę przez Mysią Norę, wychodzę w Smoczej Jamie i w końcu jestem w Czarodziejskim Ogrodzie, a wtedy podchodzi do mnie dziecko i pyta: „Czy Pani jest bajkową wróżką?” To buduje.
Buduje też język, który nas określa i rozwija. Ważne jakiego języka używamy. To kultura instytucji. W Pacanowie na naszych oczach rodzi się legenda.

– Utożsamia się Pani z ECB?

–Z każdym dniem bardziej i mocniej, i tak od 9 lat. Jestem też animatorem, można mnie spotkać w roli Królewny Śnieżki, Dzwoneczka i Królowej Śniegu. Pracuję z gośćmi, oczywiście mniej niż wcześniej, bo w związku z rozbudową obiektu zmieniam charakter pracy, teraz częściej będę nosić kask i gumowce na budowie Parku Bajki Polskiej. Jest radość. Ponadto kupiliśmy sześciohektarową działkę ze starą cegielnią, gdzie będziemy budować część infrastrukturalną – hotele, restauracje oraz rozrywkową: park atrakcji edukacyjnych, łowisko, domki wędkarskie.

Praca u podstaw

 

– Wspiera Panią doskonały zespół, a przecież stworzenie dobrego zespołu to niełatwa sprawa…

– Każdego dnia pilnuję tego, co się dzieje wewnątrz zespołu, staram się go rozwijać, naprawiać, budować ideę wspólnej drużyny i wspólnej pracy. Niestety, jest coraz trudniej, bo w ciągu ostatnich dwóch lat, pojawiają się ciągłe żądania podwyżek i wzrasta roszczeniowość pracowników. W tym roku po raz pierwszy zdarzyło mi się, że sięgnęłam zakresu czynności pracownika, żeby wydać polecenie służbowe, gdy pracownik po 9 latach spytał: „A dlaczego ja mam to robić?”
To tendencja coraz bardziej powszechna. Otrzymuję niepokojące sygnały od kolegów z innych organizacji: „Karolina, nie zrobiłabyś u mnie szkolenia? – prosi jeden z nich – Wychodzi mi człowiek z pracy o 13.00, pytam czy coś się stało, bo pracujemy do 16.00, a on odpowiada, że nie musi wcale przychodzić”. Pojawia się tendencja do nieliczenia się z pracodawcą, czego nie obserwowałam wcześniej.

– A co Pani lubi w zarządzaniu?

– Fascynuje mnie zarządzanie jako proces, bo przecież nie zarządza się ludźmi tylko procesami. Fascynuje mnie socjologia tego procesu – jakie są mechanizmy, jaka jest akcja i reakcja, jak ktoś reaguje na taki czy inny stan rzeczy. Fascynują mnie relacje międzyludzkie, zmieniający się czas i technologia, z której jeśli nie mamy wiedzy, to nie umiemy nawet korzystać.
Nie mam możliwości zatrudniania menedżerów z Krakowa, Warszawy, Kielc – nie posiadam mieszkań pracowniczych.

Mój zespół musi być lokalny, ale z tego, pozornego feleru zrobiłam walor, bo lokalny zespół, który ukształtujemy, ulepimy i wyszkolimy, będzie doskonały.

Szkolę więc swoich ludzi – oczywiście pod warunkiem, że chcą i są zaangażowani. 70 proc zespołu chce. Są w zespole kreatorzy i rzemieślnicy, bo są osoby, które sprawdzają się w działalności odtwórczej, a są takie, które się nadają do tworzenia programów i bardzo liczę na to, że będą do mnie przychodzić z inspiracjami – wysyłam więc na festiwale, szkolenia. Zachęcam też, żeby czytali – literaturę i prasę branżową dotyczącą animacji, teatru lalek, stylu.

W Pacanowie w XXI wieku uprawiamy pozytywistyczną pracę u podstaw, ale to jest też bardzo wdzięczne i bardzo potrzebne zadanie. Geograficznie pozostaniemy prowincją, ale wychodźmy z niej mentalnie. Otwierajmy umysły na świat.

Mocny szef

 

– Jakim jest Pani menedżerem?

– Siebie najtrudniej ocenić, musiałaby Pani porozmawiać z moim zespołem, myślę, że wie, kto podejmuje decyzje. Oczywiście bardzo lubię metody pracy demokratyczne – ale wszystko zależy od zadania, jakie mamy do wykonania. Jeśli na przykład układamy program festiwalu, to pracujemy metodą fokusową burzy mózgów. Ja coś czuję, tu zobaczyłam, tu byłam na festiwalu, tu coś zorganizowałam, mam własne doświadczenia, wiedzę kulturoznawczą, ale zespól zawsze bardzo dużo wnosi. Natomiast kiedy przychodzi praca terminowa, rozliczenia, to wiadomo, że przejmuję ster. W twardych sytuacjach nie ma dyskusji, pracownicy mówią nawet, że tak wolą. Kiedyś omawialiśmy sprawę wyjazdu integracyjnego, wiec mówię: „ To ustalmy jakiś wspólny termin”. W odpowiedzi usłyszałam: „Jak szefowa nie ustali, nie narzuci, to nigdy się nie zbierzemy”. Ktoś musi podjąć zasadnicze decyzje.

Jeszcze słowo o misji instytucji. W Centrum Bajki misja jest sprawą absolutnie szczególną i wyjątkową. A realizujemy ją poprzez totalne zarządzanie jakością, czyli troskę o stałe podnoszenie jakości na wszystkich etapach pracy instytucji. Co ważne,  nie ma tu „przemocy” wobec pracowników (nagród i kar), za to jest idea : stałego doskonalenia, współpracy i racjonalności. I być może dlatego osiągamy doskonałe efekty merytoryczne i ekonomiczne.

– Gdzie jest granica miedzy rządami twardej ręki a demokracją?

– To trudne do określenia, ja jestem miękka wobec ludzi, wszyscy się znamy, obdarzyli mnie zaufaniem, więc przychodzą ze swoimi prywatnymi problemami, czasem medycznymi, wspieram ich, ale rozgraniczam – teraz jesteśmy w pracy, a potem są prywatne prośby, bo ta granica nie może się zacierać.

– Przechodzi Pani ze swoimi ludźmi na ty? To ostatnio modny trend.

– Ze mną nikt nie jest na ty, a do pracowników zwracam się jak sobie życzą – jeśli ktoś chce, to mówię per ty, jeśli nie, to nie. Na początku trochę to mi przeszkadzało, bo przyszłam z Krakowa, gdzie wszyscy byli na ty, ale tu ludzie nie rozumieją, że gdy jesteśmy w bliskich relacjach to trzeba się starać dwa razy bardziej. Należy utrzymywać dystans. Lokalna społeczność tego bardziej potrzebuje niż ja. Bo ludzie z małych środowisk (tu nie chodzi tylko o Pacanów) mają księdza, wójta, lekarza, dyrektora – oni muszą mieć takie postaci – komendanta policji, komendanta straży, to są liderzy, lokalna elita. Zabawny choć groźny folklor. Szanowanie ludzi przez pryzmat kim są, a nie jacy są.

– Co jest potrzebne, żeby dobrze zarządzać ludźmi ?

– Wiedza, empatia i umiejętność słuchania dwóch stron. Nauczyłam się tego w dziennikarstwie. W zarządzaniu istotne są też decyzje – kiedyś w artykule z zakresu psychologii biznesu przeczytałam, że każda decyzja jest zła i że ma być szybka.
Mam własne doświadczenia, które potwierdzają tę tezę – zdarzało mi się, że zwlekałam z jakąś decyzją, mogłam nawet trzy noce nie spać, żeby dokonać właściwego wyboru, analizowałam temat, a zespół był wtedy zaniepokojony, że nie wiem, co mam robić.

Decyzja ma być szybka – mogę się z niej wycofać, mogę na niej budować, ale muszę ją podjąć. Moi ludzie potrzebują oparcia, jakie daje mocny szef, który stanie za nimi murem.

– Co Panią wyprowadza z równowagi?

– Głupota, brak myślenia, używanie słów, których znaczenia nie rozumiemy, teorie wywrotowe, kontestowanie przyjętych zasad i niekonstruktywne negowanie.
Za to uwielbiam, gdy się konstruktywnie kłócimy, bo nie jesteśmy jednorodnym zespołem. Kiedyś dostałam od moich ludzi tabliczkę z napisem: „Szefowa ma zawsze rację” , pomyślałam wtedy: „Oby nie!”

Skazani na sukces

Skazani na sukces

– Lubi Pani swoich ludzi?

– Lubię. Czasem mówię: „Najgorsze, że ja was bardzo lubię, bo jak bym nie lubiła, to by mi w niektórych sytuacjach było łatwiej”. Są cudowni. Czasem oczywiście się pogubią, czasem zrobią głupotę, ale takie ich prawo. Widzę, że ten kto jest zaangażowany, z każdym rokiem rośnie, awansuje, a kto nie jest zaangażowany, męczy się i najczęściej z własnej inicjatywy odchodzi.

Ja ich cisnę, mam świadomość, że ich cisnę, ale to jest Europejskie Centrum Bajki, odpowiadamy przed dziećmi, kadra ma być najwyższych lotów. Ostatnio, gdy oprowadzałam jako Śnieżka, w mojej grupie znalazł się pan, który na koniec wycałował mnie po rękach i dziękował mówiąc, że nasz spacer był dla niego doznaniem mistycznym. „Jak sobie Pani radzi z emocjami, z obciążeniem pracy z gośćmi? – pytał – Przecież staje przed Panią dziecko, które pani kształtuje, pani może z nim zrobić wszystko, bierzecie na siebie wielką odpowiedzialność za to, jakie dziecko wyjdzie z Centrum Bajki”.
Całkowicie się z tym zgadzam.

– Co pani robi, żeby animatorzy podchodzili do dzieci z sercem i pełnym zaangażowaniem?

– Na to składają się małe niewidoczne kroczki w codziennej pracy, bardzo dużo szkoleń, bardzo dużo inspiracji. No i praca z różnymi grupami,
a każda grupa jest inna, każda daje wiele energii. Sukces – mój i mojego zespołu – w dużej mierze zależy od umiejętności
zapanowania nad przyziemnymi, zwykłymi sprawami, a nie od magicznych, tajemnych czy przełomowych pomysłów czy metod.
Trzeba mieć ambitne i dobrze określone cele. A poza tym, fajni są ci animatorzy – kochają to, co robią, przynoszą pomysły, pytają tylko: „Czy możemy tak zrobić…, czy możemy tak.. .? ”. Kocham takie rozmowy w przerwie kawowej. Wczoraj dwie dziewczyny przygotowywały w ogrodzie strefy naparów ziołowych – jak one mi opowiadały: „ Tu będzie pokrzywa, a tu rumianek, … a tu jest skrzyneczka…, a tu dzbanuszek”. Mimo upału pracowały na zewnątrz przez dziesięć godzin, a wieczorem powiedziały, że to był najlepszy dzień ich pracy. Prywatnie interesują się ziołolecznictwem, więc z kilku wianków zebranych ziół stworzyły piękną opowieść.

Siłą instytucji są ludzie, miejsca tworzą ludzie. Przychodzimy tu każdego dnia ze swoimi marzeniami, oczekiwaniami, roszczeniami wobec tego dnia, stanowiska, typu pracy – to wszystko trzeba, przyjąć, zrozumieć pochwalić, konstruktywnie skrytykować czy skorygować postawy. No i ludzie przez cały czas muszą czuć, że ja jestem, że cokolwiek by nie zrobili, to jestem – mogę się bardziej czy mniej dystansować, ale mam być.

Kiedyś, gdy mieliśmy trudne rozmowy w grupie menedżerskiej, powiedziałam: „Pamiętajcie, że zaufanie wchodzi po schodach, ale zjeżdża windą” i tak jest. Budowanie zaufania to codzienna praca. A sukcesy – to nie tylko fajerwerki – oczywiście miło, gdy jesteśmy w „Dzień Dobry TVN”, fajnie, że mówi o nas RMF, ale nasze sukcesy to codzienny wysiłek, kultura współpracy, która buduje kondycję zespołu.

– Jakie jest Pani największe marzenie?

– Prywatnie marzę o podróżowaniu – uwielbiam podróże, pragnę odkrywać świat, spotykać ludzi.
A zawodowo – „odrobiony” Pacanów – fabryka kultury, gdzie ludzie mają pracę, gdzie nie ma już ograniczeń mentalnych, jest system open mind, open glam, przyjeżdżają goście z całego świata, organizujemy koncerty, jest trzy miliony turystów rocznie, kultura i edukacja na wysokim poziomie, mądra zabawa, gdzie rodzice spędzają z dziećmi czas wolny w sposób mądry i dobry. Wczoraj organizowaliśmy imprezę „Rodzina to siła”, uczyliśmy m.in.: jak spędzać z dziećmi czas w ogródku i początkowo rodzice podchodzili do tego z dystansem, a pod koniec dnia pytali czy mogą jeszcze zostać. Zapomnieli o telefonach i papierosach. I to było cudowne.
Często gościmy klientów, którzy z wyjątkiem galerii handlowych (kultura konsumpcyjna) niewiele mieli do czynienia z kulturą. To są wyzwania, a my w sobie musimy znaleźć energię i siłę, żeby zaprosić do zabawy i nie urazić. Moje marzenie zawodowe – w Pacanowie agroturystyka, restauracje tematyczne, domki bajkowe do mieszkania, park bajki położony na dwudziestu hektarach i już wtedy mogę odchodzić, bo oni sobie poradzą.

– Kiedy pani zamierza odejść z Pacanowa?

– Żeby być uczciwą w stosunku do miejsca, powiem, że odejdę, gdy przestanę się rozwijać. A rozwijam się, gdy mogę kreować rzeczywistość, realizować nowe projekty. Nie mogłabym być administratorem miejsca, w którym każdy dzień tak samo się zaczyna, wszystko jest przewidywalne, powtarzalne – udusiłabym się.
Ale przed nami jeszcze mnóstwo wyzwań, z grubsza licząc jakieś piętnaście lat, bo według planów mojego zespołu, Pacanów jest przygotowany dla turystów w zaledwie dwudziestu procentach. Wiele przedsięwzięć jest uzależnionych od finansów, musimy więc aktywnie pozyskiwać mecenasów kultury i zwiększać własne dochody.

Mamy ogromny obiekt, a budżet niewielki – nie stać nas na duże projekty multimedialne, więc siłą Pacanowa będzie spotkanie człowieka z człowiekiem, a pomiędzy nimi łącznik, którym jest literatura. Literatura to bardzo silny fundament, bo może być zmieniona podstawa programowa, mogą zmieniać się mody, ale wszyscy wiedzą i wiedzieć będą o „Koziołku Matołku” Kornela Makuszyńskiego. Więc Pacanów jest skazany na sukces.

A teraz zaczynamy rozbudowę Europejskiego Centrum Bajki o zewnętrzny park tematyczny „Akademia Bajki” w Pacanowie. Projekt o wartości 21 milionów złotych. Budowa ma porwać dwa lata. Gości chcemy zaprosić na otwarcie w maju 2022 roku. Wielka radość, że inwestycja rusza, a odpowiedzialność wzrasta podwójnie. Pozdrawiam bajkowo!

 

1 thought on “Misja bajka”

  1. Bardzo inspirujący wywiad. „Zaufanie wchodzi po schodach a zjeżdża windą” – zabieram:). Ja zawsze powtarzam, że odejdę z pracy jak przestanę mieć „fun”, a dla mnie „fun”, to również nieustanny rozwój i wyzwania. Czekam na więcej podobnych treści!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *